Link
06.04.2009 :: 23:28
Komentuj (1)
Emocje już trochę opadły, więc mogę na spokojnie dodać foty. Trochę ich jest, mam nadzieję, że nie będę przynudzał :-) Kto zna Hamerykę to pewnie nic nowego nie ujrzy, ale dla tych którzy są świeżynkami w tym temacie, to może być nawet ciekawe opowiadanie!
Opowieść zaczyna się od tramwaju, którym kursowałem pomiędzy hotelem a warsztatami.. dla niewtajemniczonych - pojechałem na konferencję Smart Geometry, dla maniaków komputerowych i innych cyfrowych świrów, którym nie wystarcza analogowy świat :-)

bezdomni na ulicach - jak wędrownicy-włóczykije, nie wiem czy to efekt kryzysu, czy poprostu Kalifornijska normalność. Jest ciepło, więc mieszkać można wszędzie.

tramwaje na wajchę/dźwignię, bez żadnego silnika ani prądu - napędzane podróżującym pod ulicą kablem.

port, 10 minut na piechotę od Downtown

Miasto ma bardzo dużą chińską dzielnicę. Mnóstwo sklepów i sklepików, tudzież chińskich jadłodajni. Sporo ciekawych klimatów, ale też sporo masowej tandety się znajdzie:)

budynek rządowy zaprojektowany przez 'Morfosis', jednych z lokalnych architektonicznych wymiataczy.

i trochę lokalnej architektury
trochę pokręciłem się ostatniego dnia po wzgórzach w centrum miasta, klimat jest naprawdę niesamowity
operator tramwaju, który miesza dźwigniami.. super maszyneria, totalnie manualna!
Union Square, serce miasta, tutaj są najlepsze sklepy, hotele, galerie. Tętni życiem, warto wpaść tu na kawę.
kilka fot tubylczych twarzy..

fajnie koleś brzdąkał..
a potem wsiadłem do turystycznego autobusu bez dachu, żeby zobaczyć miasto z góry.. i od tego momentu klimat się lekko sfatygował :> trzeba było użyć całodziennego biletu na tramwaje, który dostałem od kolegi, ale na tym dachu tak wiało, że go zgubiłem! :D a żeby tego było mało to pojechałem potem do starego niby-muzeum, które było zamknięte... :) komedia pomyłek.

niby muzeum, niby pałac kultury i sztuki.. ? nie było tam nikogo oprócz bandy Japończyków z kamerami.
nie pozostało mi wiele, jak tylko pobujać się jeszcze trochę po Chinatown..
I wrócić do hotelu ze śpiewającym portierem
A na koniec udało się zobaczyć ten kawałek Kaliforni z lotu ptaka.

trochę zobaczyłem, ale na pewno jest jeszcze masa rzeczy do odwiedzenia.. za mało czasu. Ale - jak na niespodziewane wakacje - jest oK!
Link
30.04.2009 :: 00:12
Komentuj (0)
Ha ! Wiosna przyszła, jebut pierdut i poszła.. czas na lato! (w kwietniu, na samym początku! :)
w drodze na 'Orle' w Jakuszycach..

w drodze do rozlewni piwa 'Ciechan' ;-)

roztopy..

Szklarska
i parę przypadkowych klatek z WrocLovia!
taka właśnie sobie.. latowiosna!